Chiny przeprowadziły dotąd dwa wielkie eksperymenty na globalnym rynku technologicznym. Pierwszy to model Huawei – infrastruktura sprzedawana operatorom telekomunikacyjnym. Drugi to model TikToka – aplikacja trafiająca bezpośrednio do kieszeni użytkowników. Teraz chińskie laboratoria AI najwyraźniej wyciągnęły z tych historii konkretne wnioski. DeepSeek, Qwen, Kimi i GLM nie powtarzają błędów Huawei – stawiają na strategię, która przyniosła sukces ByteDance. I na razie to działa.
Dlaczego model Huawei okazał się podatny na sankcje
Gdy w połowie ubiegłej dekady Huawei zaczął konkurować z Ericssonem i Nokią w infrastrukturze 5G, wydawało się, że chiński gigant ma wszystko, czego potrzeba: konkurencyjną technologię, niższe ceny i globalne ambicje. Jednak administracja Donalda Trumpa odpowiedziała embargiem, kontrolą eksportu i naciskami na sojuszników, by wykluczyli sprzęt Huawei ze swoich sieci. Amerykańskie sankcje zadziałały skutecznie – i nie tylko z powodu swojej siły.
Sam model biznesowy Huawei miał strukturalną słabość: firma nigdy nie docierała bezpośrednio do końcowego użytkownika. Między Huawei a smartfonem stał narodowy operator telekomunikacyjny – podmiot licencjonowany przez własny rząd i często z nim powiązany. Wystarczyło odciąć operatora od dostaw, a technologia Huawei nie trafiała do żadnego telefonu. To klasyczny pojedynczy punkt zablokowania – dokładnie to, co polityka handlowa potrafi wykorzystać. Sankcje uderzyły w jeden newralgiczny węzeł i cały łańcuch dostaw się załamał.
TikTok wybrał odwrotną ścieżkę – i wygrał (na razie)
ByteDance, twórca TikToka, postąpił zupełnie inaczej. Firma wykorzystała otwarty internet globalny – paradoksalnie ten sam, który Chiny restrykcyjnie kontrolują u siebie – i zbudowała produkt, który trafił prosto do użytkowników. Bez operatora telekomunikacyjnego, bez działu IT pośrednika, bez żadnego strażnika bramy. Gdy setki milionów ludzi pobrało aplikację i zaczęło na niej publikować treści oraz budować źródła utrzymania, produkt stał się lepki – przywiązany do użytkowników w sposób, jakiego infrastruktura nigdy nie osiągnie.
Możesz zakazać operatorowi kupowania routerów. Ale ściągnięcie aplikacji z tak wielu telefonów to już walka polityczna, bo wtedy baza użytkowników nie należy już do ByteDance – to ludzie autentycznie przywiązani do produktu i społeczności. Reakcja Waszyngtonu to potwierdza: zamiast czystego zakazu, USA wdały się w ciągnące się negocjacje o własności i strukturze korporacyjnej. Celem było oddzielenie platformy od ByteDance przy jednoczesnym utrzymaniu aplikacji i jej użytkowników w nienaruszonym stanie.
Jak chińskie laboratoria AI stosują strategię TikToka
Największe chińskie laboratoria AI wyciągnęły z tych dwóch eksperymentów jasną lekcję – wzmocnioną dodatkowo przez to, jak uruchomienie ChatGPT przez OpenAI w 2022 roku zmieniło rynek. OpenAI postawiło na model zamknięty, ale DeepSeek, Qwen, Kimi i GLM poszły w przeciwnym kierunku.
Udostępniają one otwarte modele (open-weight), które każdy może pobrać, a do tego oferują tanie lub wręcz darmowe aplikacje konsumenckie oraz API, z których programiści mogą korzystać w kilka kliknięć. Między nimi a użytkownikiem nie stoi żaden odpowiednik operatora telekomunikacyjnego. Deweloper w Bangalore czy hobbysta w Berlinie może pobrać wagi modelu DeepSeek lub wywołać API Kimi bez pytania jakiegokolwiek regulatora o zgodę.
Ta strategia przynosi konkretne efekty:
- Chińskie modele open-weight notują imponującą liczbę pobrań i dostrojeń (fine-tune) na platformie Hugging Face – często przewyższając zachodnie odpowiedniki.
- Niskie ceny przyciągają programistów wrażliwych na koszty, którzy w innym przypadku wybraliby modele z zachodnich laboratoriów.
- Każda integracja zbudowana na bazie chińskiego modelu to kolejna cząstka lepkości – koszty zmiany, które pomnożone przez miliony użytkowników zaczynają przypominać efekt TikToka, a nie Huawei.
Niewiadoma: czy ta strategia napotka własny koniec w stylu TikToka
Open-source’owa dystrybucja modeli jest trudniejsza do zablokowania w jednym punkcie niż infrastruktura pośredniczona przez operatorów – ale wcale nie jest odporna na naciski. Dostawcy chmury mogą odmówić hostowania modeli, sklepy z aplikacjami mogą usuwać programy z oferty, a rządy mogą ograniczać wykorzystanie zagranicznej sztucznej inteligencji w sektorach wrażliwych czy zamówieniach publicznych. To rodzaj wyłączeń bezpieczeństwa, które już pojawiają się w debatach o przetwarzaniu danych i pochodzeniu modeli.
Wiele zależy od tego, jak świat oceni tę rywalizację: jako uczciwą konkurencję cenową i otwartość, czy jako lukę bezpieczeństwa pochodzącą z Chin. Pekin nie czeka biernie na werdykt – działa na poziomie instytucjonalnym, nie tylko produktowym. Pod koniec marca Chiny ogłosiły powołanie Światowej Organizacji Współpracy w dziedzinie Sztucznej Inteligencji (WAICO) z siedzibą w Szanghaju. Organizację podpisało 29 krajów założycielskich, w tym Rosja, Brazylia, Indonezja, Pakistan oraz liczne państwa afrykańskie i azjatyckie.
WAICO oficjalnie przedstawia się jako niezależna, międzyrządowa instytucja działająca zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, której celem jest poszerzanie dostępu do AI dla Globalnego Południa. Xi Jinping podczas inauguracji zadeklarował tysiące miejsc szkoleniowych z AI dla rozwijających się krajów. Eksperci zwracają jednak uwagę, że WAICO to także – a może przede wszystkim – forum zarządzania sztuczną inteligencją stworzone celowo poza zachodnimi strukturami, takimi jak unijny AI Act czy proces G7. Pekin zyskuje w ten sposób arenę do ustalania standardów i dystrybucji dostępu na własnych warunkach.
To rozszerzenie logiki sprzedażowej na poziom wyżej: jeśli DeepSeek i Kimi zdobywają użytkowników jedno pobranie na raz, WAICO ma zdobywać rządy i wpływy na standardy – na tych samych rynkach Globalnego Południa, gdzie chińskie laboratoria mają już najsilniejszą pozycję wśród programistów. Jest jednak jeden istotny szczegół, który odróżnia modele AI od aplikacji wideo: modele wbudowują się głęboko w produkty innych firm, zwielokrotniając powierzchnię, którą regulatorzy mogą chcieć zbadać.
Co dalej? Raczej negocjacje w stylu TikToka niż zakaz w stylu Huawei
Jeśli ograniczenia nadejdą – a wiele wskazuje, że prędzej czy później to nastąpi – prawdopodobnie przyjmą formę bardziej zbliżoną do scenariusza z TikTokiem niż do embarga na sprzęt Huawei. Zakaz czystego typu byłby trudny do wprowadzenia, bo zanim ktokolwiek poważnie rozważy ograniczenia dla tych modeli, zbyt wielu użytkowników i programistów będzie już od nich zależnych. Oczekujmy raczej negocjacji o strukturze, hostingu i przepływie danych niż prostej prohibicji.
Jak zakończą się te rozmowy – wydzieleniem, licencjonowaniem, suwerennymi forkami (osobnymi wersjami modeli dla poszczególnych krajów) czy niczym – pozostaje otwarte. Jedno jest jednak pewne: strategia direct-to-user okazała się znacznie trwalsza niż model pośredniczony przez operatorów. I właśnie ta trwałość sprawi, że kolejna runda kontroli będzie tak trudna do rozstrzygnięcia w czysty, jednoznaczny sposób.
David W. Wang, starszy menedżer ds. biznesu międzynarodowego i konsultant ds. geopolityki, komentując te procesy na platformie X (@DavidWWang203), wskazuje, że chińskie laboratoria AI wyciągnęły kluczową lekcję z obu wcześniejszych eksperymentów. Ich strategia łączy techniczną otwartość z polityczną kalkulacją – a to połączenie może się okazać najtrudniejsze do rozmontowania.

