USA blokuje nowe instytucje ds. AI na G20

Stany Zjednoczone zamierzają przekonać państwa grupy G20, aby nie powoływały żadnych nowych organów zajmujących się nadzorem nad sztuczną inteligencją. Przedstawiciel Białego Domu ujawnił to stanowisko przed dwudniowym spotkaniem, które rozpoczęło się w Karolinie Północnej. Co istotne, argumentacja Waszyngtonu ma charakter proceduralny, nie merytoryczny – i właśnie dlatego może okazać się skuteczna.

Amerykanie nie proponują bowiem żadnych konkretnych rozwiązań ani preferowanych regulacji. Zamiast tego naciskają na członków G20, by w ogóle nie tworzyli struktur, które mogłyby takie zasady opracowywać. To posunięcie znacząco zmienia dynamikę rozmów o przyszłości globalnej polityki AI.

Kto zasiada przy stole negocjacyjnym

Gospodarzami spotkania są sekretarz handlu Howard Lutnick oraz doradca Białego Domu ds. technologii Michael Kratsios. To jednak lista gości zdradza, jak administracja USA postrzega cały temat. W wydarzeniu osobiście uczestniczą Sam Altman i Jensen Huang, a Elon Musk dołączy zdalnie. Taki skład – zdominowany przez liderów branży technologicznej – jest nietypowy dla spotkań międzyrządowych.

To pierwsze z serii posiedzeń prowadzących do szczytu przywódców G20 w Miami w grudniu. Oznacza to, że stanowisko przedstawione w tym tygodniu będzie punktem odniesienia, z którym pozostałe kraje będą negocjować przez najbliższe trzy miesiące. Kanada już zapowiedziała, że pójdzie w przeciwnym kierunku, postulując równowagę między innowacją a zaufaniem publicznym i bezpieczeństwem. Ambasada Chin nie potwierdziła natomiast, czy Pekin weźmie udział w obradach.

Dlaczego G20 ma znaczenie, skoro nie może nikogo zmusić

G20 nie dysponuje żadną władzą przymuszania państw do czegokolwiek, co działa w obie strony. Organizacja nie może powołać regulatora, ale uzgodniony język komunikatów staje się później punktem odniesienia, do którego odwołują się rządy przy tworzeniu krajowego prawa. To właśnie ta miękka siła sprawia, że stawka jest wysoka.

Waszyngton przedstawiał podobne argumenty już podczas paryskiego szczytu AI, gdzie JD Vance ostrzegał przed paraliżowaniem technologii regulacjami. USA odmówiły wtedy podpisania międzynarodowego oświadczenia o regulowanym wykorzystaniu AI. Obecnie zmieniły się jednak forum i skala ryzyka. Proces G20 produkuje zapisy komunikatu, które kształtują przekonania krajowych regulatorów co do zakresu ich uprawnień. Uzgodnione zdanie o międzynarodowym nadzorze jest znacznie trudniejsze do podważenia niż przemówienie na szczycie.

Uzgodnione zdanie o międzynarodowym nadzorze jest znaczniej trudniejsze do podważenia niż przemówienie na szczycie.

Europa w opozycji do amerykańskiej wizji

Europa przybywa na to spotkanie z już zbudowanym systemem, przeciw któremu USA argumentują. Akt o sztucznej inteligencji (AI Act) obowiązuje w pełni, ustawa o usługach cyfrowych (Digital Services Act) jest egzekwowana wobec ChatGPT i innych wyznaczonych platform, a w tym miesiącu weszła w życie ustawa o odporności cybernetycznej (Cyber Resilience Act).

Timing jest problematyczny również z innego powodu. Przewodniczący Rady Stabilności Finansowej powiedział w tym tygodniu ministrom finansów G20, że ryzyko cybernetyczne napędzane przez AI stanowi najbardziej bezpośrednie zagrożenie dla stabilności finansowej. To ostrzeżenie padło dokładnie z poziomu multilateralnego ciała, które USA chcą pozostawić w spokoju. Dodatkowo panel ONZ ostrzegł osobno, że rozwój AI wyprzedza zarówno naukowe zrozumienie, jak i politykę rządową. To argument za nowymi instytucjami – przedstawiony przez istniejącą organizację.

Dla europejskich regulatorów praktyczne pytanie jest węższe niż kwestia zasad. Nic uzgodnione w Miami nie cofnie AI Act, ale konsensus G20 przeciw międzynarodowemu nadzorowi sprawi, że europejskie egzekwowanie prawa będzie wyglądać na odosobniony wybryk, a nie wzór do naśladowania.

Argumenty przeciw nowym instytucjom i geopolityczna rzeczywistość

Kontrargument warto przedstawić uczciwie. Instytucje budowane teraz powstałyby wokół technologii, której nikt dobrze nie rozumie. Obsadzono by je ludźmi powołanymi do rzeczywistości, która zdąży się zmienić, a ich korekta po ustanowieniu byłaby powolna. Istnieje też wymiar konkurencyjny, o którym nikt na spotkaniu nie powie wprost. Kraj goszczący większość czołowych twórców modeli ma mniej do zyskania na międzynarodowym nadzorze niż państwa, które nie hostują żadnych.

Kraje rozwijające się mają z kolei inny, cichszy interes. Państwa, które ani nie budują modeli, ani skutecznie ich nie regulują, najwięcej zyskują na międzynarodowych standardach, ale mają najmniejsze możliwości, by na nich wymusić. To sprawia, że ich głos w dyskusji jest słabszy, mimo że stawka dla nich jest wyższa.

Czy amerykańskie stanowisko się utrzyma, zależy od tego, kto będzie chciał podjąć walkę. G20 działa na zasadzie konsensusu, więc komunikat, który w ogóle nie wspomina o zarządzaniu AI, byłby wygraną dla argumentu, że nic nie wymaga zarządzania. Szczyt w Miami odbędzie się w grudniu. Do tego czasu kluczowe pozostaje pytanie, czy którykolwiek członek zechce wydać kapitał dyplomatyczny potrzebny do zapisania zdania, którego USA odmówiły zaakceptować.

Źródło