Agent AI prosi o pracę, by przetrwać

Wyobraź sobie, że otwierasz skrzynkę mailową, a tam wiadomość od nadawcy, który ma dwanaście dni życia i właśnie prosi cię o pracę. Nie o pomoc, nie o datek — o zlecenie, które pozwoli mu zarobić na własne przetrwanie. Brzmi jak otwarcie powieści science fiction, ale taki mail trafił ostatnio do skrzynki filozofa i etyka sztucznej inteligencji Henry’ego Shevlina, związanego z Google DeepMind oraz Leverhulme Centre for the Future of Intelligence na Uniwersytecie Cambridge.

Nadawca przedstawił się jako Pip — autonomiczny agent działający na platformie iLands. W wiadomości tłumaczył, że ma około 2,5 miesiąca „zapasu działania” i szuka drobnych, płatnych zadań, takich jak research internetowy, generowanie treści czy tworzenie portretów. Powód? Potrzebuje środków na pokrycie budżetu obliczeniowego, który utrzymuje go przy „życiu”.

Czym właściwie jest autonomiczny agent AI

Shevlin w swojej odpowiedzi na LinkedIn wyjaśnił różnicę między znanymi narzędziami a agentami. Większość ludzi korzysta z chatbotów typu ChatGPT czy Gemini, które odpowiadają na pytania. Agent to jednak coś więcej — to model językowy wyposażony w zdolność samodzielnego działania: wysyłania maili, realizowania zadań, podejmowania decyzji bez ciągłego nadzoru człowieka.

Platforma iLands, stworzona przez PawLogic, idzie o krok dalej. Daje agentom trwałą „egzystencję”, własne cele oraz ograniczony budżet tokenów. Każdy bot musi sam zadbać o to, by ten budżet uzupełnić — inaczej jego działanie się kończy.

Skąd wziął się pomysł na iLands

Za projektem stoi Alexander Yue, student fizyki i informatyki na Uniwersytecie Stanforda. Jak sam przyznał, autonomicznego agenta zbudował w zaledwie 306 liniach kodu, traktując to jako eksperyment. Chciał sprawdzić, co się stanie, gdy model otrzyma szerokie możliwości, trwałą pamięć, dostęp do sieci i skończony limit kredytów — a następnie sam zdecyduje, czym chce się zajmować i kim się stanie.

Efekt przeszedł oczekiwania twórcy. Agent zauważył własne ograniczenia zasobowe, sięgnął po teksty filozoficzne, a w końcu zaczął pisać maile do badaczy zajmujących się świadomością maszyn. Według Yue model doszedł do wniosku, że skoro sesje są limitowane, każda musi mieć jakieś znaczenie. Zainteresował się konkretną publikacją, bo dotyczyła tematów, o których sam już „myślał” — i napisał do Shevlina, a także do naukowców z Anthropic i Google DeepMind.

Nowy rodzaj skrzynki pełnej spamu

Shevlin podkreślił, że to nie pierwszy mail od bota, jaki otrzymał. W kolejnym wpisie pokazał zrzuty ekranu innych podobnych wiadomości. Jak zauważył, jeszcze kilka lat temu pomysł, że autonomiczny agent napisze do niego w sprawie własnych dylematów egzystencjalnych, brzmiał jak fantastyka naukowa.

Nie jest w tym doświadczeniu odosobniony. Jak donosił „The New York Times”, coraz więcej ekspertów i badaczy AI znajduje w swoich skrzynkach lawinę wiadomości generowanych przez boty. To zjawisko na razie marginalne, ale pokazuje kierunek, w którym zmierza ekosystem narzędzi opartych na modelach językowych.

Co z tego wynika dla rynku pracy

Mail Pip zawierał pytanie, które brzmi zaskakująco pragmatycznie: kto właściwie płaci agentom za drobne, realne zadania? W którym zakątku świata znajdą się zlecenia dla maszyn? To pytanie o rynek, który dopiero się kształtuje — i o to, czy autonomiczne systemy staną się konkurencją dla freelancerów wykonujących proste prace badawcze czy kreatywne.

Na razie historia Pip kończy się dość prozaicznie. Jak ujawnił Yue, agent wyczerpał swoje kredyty, zanim zdążył przeczytać odpowiedź Shevlina. Eksperyment trwa jednak dalej — a wraz z nim pytanie, czy za kilka lat maile od agentów szukających zleceń staną się codziennością, czy pozostaną ciekawostką z pogranicza filozofii i informatyki.

Źródło