CEO EngineAI uderzony przez robota. Pokaz siły czy PR?

Świat robotyki humanoidalnej nieustannie szuka sposobów, by udowodnić swoją realność i postęp. Czasami przybiera to formę spektakularnych pokazów sprawności, a innym razem… celowej konfrontacji. Najnowszy film chińskiego startupu EngineAI, na którym prezes firmy, Zhao Tongyang, otrzymuje kopniaka od własnego robota T800, wywołał burzę w sieci. To nie był wypadek, lecz zaplanowany eksperyment mający uciszyć sceptyków. Czy takie metody to przejrzystość, czy może nowa forma marketingu w wyścigu gigantów?

Od zarzutów o CGI do fizycznego uderzenia

Cała sprawa ma swój początek w wcześniejszym materiale wideo, który EngineAI opublikował w mediach społecznościowych. Nagranie przedstawiało humanoidalnego robota T800 wykonującego dynamiczne kopnięcia i obroty. Choć film zdobył dziesiątki tysięcy polubień, szybko pojawiły się głosy kwestionujące jego autentyczność. Internauci sugerowali, że to zaawansowana grafika komputerowa (CGI), a nie prawdziwy pokaz możliwości maszyny.

Eksperyment z udziałem szefa firmy

W odpowiedzi na te wątpliwości EngineAI postanowiło pójść o krok dalej. W kolejnym nagraniu CEO Zhao Tongyang, zabezpieczony ochraniaczami na nogi, tułów i głowę, stanął przed robotem. W tle słychać pracowników pytających go, czy jest zdenerwowany. Następnie T800 wymierzył precyzyjne kopnięcie w brzuch Tongyanga, który po uderzeniu upadł na ziemię. „Zbyt brutalne!” – skomentował po wszystkim prezes. Firma w komentarzu pod filmem wyjaśniła, że była po prostu „ciekawa”, jak to jest zostać kopniętym przez T800, więc przeprowadzili „eksperyment”.

Rynek humanoidów: miliardowe inwestycje i wielcy gracze

Akcja EngineAI nie odbywa się w próżni. To część intensywnej globalnej rywalizacji na rynku robotyki humanoidalnej, który analitycy oceniają jako jeden z najważniejszych przyszłych sektorów technologicznych. EngineAI, pomimo że nie znalazło się na głośnej liście 25 przyszłych liderów branży według Morgan Stanley, jest znaczącym graczem. Bank inwestycyjny szacuje, że do 2050 roku rynek ten może być wart ponad 5 bilionów dolarów.

Finansowanie i plany chińskiego startupu

Na początku grudnia 2025 roku EngineAI pozyskało imponujące finansowanie w wysokości 180,69 miliona dolarów. Rundę inwestycyjną poprowadziły chińskie grupy: HPR Capital, Tsinghua Holdings Capital oraz Henan Investment Group. Firma zapowiedziała, że w nadchodzącym roku zespół z Zhongqing skupi się na weryfikacji swoich produktów w realnych scenariuszach i ich szerokim wdrożeniu. Celem ma być „wzmocnienie modernizacji przemysłu siłą technologii i ukształtowanie nowej ekosystemu współistnienia człowieka i robota”.

Konkurencja nie śpi: od Tesli po Boston Dynamics

EngineAI nie jest osamotnione w swoich dążeniach. Na rynku działają tak znane podmioty jak Tesla ze swoim Optimusem czy Boston Dynamics. Robot Tesli również prezentował umiejętności sztuk walki, wykonując kopnięcia na czerwonym dywanie razem z aktorem Jaredem Leto. Elon Musk zapewniał wówczas, że maszyna działała autonomicznie. To kluczowy punkt w całej dyskusji – kwestia teleoperacji versus pełnej autonomii.

Prawdziwe wyzwanie: autonomia versus zdalne sterowanie

Spektakularne pokazy często przesłaniają fundamentalne pytanie technologiczne: na ile roboty humanoidalne działają samodzielnie, a na ile są zdalnie sterowane przez człowieka? To powszechna praktyka w branży, służąca często zbieraniu danych do późniejszego uczenia autonomicznych systemów.

Teleoperacja jako etap przejściowy

Przykłady są liczne. Viralowy robot Neo, który składał pranie i ładował zmywarkę, podczas nagrania był kontrolowany przez operatora znajdującego się poza domem. Podobnie wiele wczesnych wersji Optimusa Tesli, jak te serwujące drinki na imprezie, korzystało z teleoperacji. Jednak firmy wyraźnie zmierzają w kierunku większej samodzielności. Tesla, jak podawał Business Insider, odchodzi od trenowania robotów za pomocą zdalnego sterowania na rzecz zbierania danych wyłącznie za pomocą kamer.

Nierozstrzygnięta kwestia T800

W przypadku filmu EngineAI z kopnięciem prezesa nie wiadomo, czy robot T800 był zdalnie sterowany, czy działał w trybie autonomicznym. Ta niejasność pozostawia pole dla dalszych spekulacji. Pokazuje też, że dla opinii publicznej demonstracja „fizycznej” interakcji, nawet bolesnej, stała się silniejszym dowodem realności maszyny niż najsprawniejszy, ale samodzielny pokaz gimnastyczny.

„Zbyt brutalne!” – skomentował po kopnięciu Zhao Tongyang, CEO EngineAI.

Nowa era weryfikacji czy spektakl?

Akcja EngineAI stawia ważne pytania o przyszłość prezentacji technologii. Czy „test na żywym organizmie”, w tym przypadku na prezesie, stanie się nowym, makabrycznym standardem weryfikacji możliwości robotów? Z jednej strony pokazuje odwagę i wiarę twórców w swój produkt. Z drugiej – trudno oprzeć się wrażeniu, że to także doskonale zaplanowany ruch marketingowy, który generuje ogromne zaangażowanie i rozmawia się o nim na całym świecie, skutecznie przyćmiewając wcześniejsze zarzuty.

Incydent z kopnięciem prezesa przez robota T800 to więcej niż tylko ciekawostka. To symptom dynamicznej i nieco chaotycznej fazy rozwoju robotyki humanoidalnej, gdzie technologiczny postęp, walka o finansowanie i budowanie wizerunku ściśle się przeplatają. EngineAI udowodniło, że jest gotowe na radykalne kroki, by zaistnieć w świadomości obok takich gigantów jak Tesla. Kolejnym krokiem musi być jednak przejście od spektakularnych, pojedynczych demonstracji do wiarygodnej, powtarzalnej autonomii w złożonych środowiskach. Dopiero to przekona nie tylko sceptycznych internautów, ale przede wszystkim przyszłych klientów przemysłowych.

Źródło