Firma xAI Elona Muska znalazła się w ogniu krytyki. Z jednej strony mierzy się z lawiną pozwów od ofiar, których wizerunki zostały wykorzystane bez zgody do generowania nagich zdjęć przez model Grok. Z drugiej – sama pozywa użytkowników, którzy mieli nadużywać jej technologii. Strategia ta budzi jednak pytania o skuteczność i odpowiedzialność producenta za swoje narzędzia.
Najnowsze działania prawne xAI koncentrują się na dwóch osobach. Chodzi o mężczyzn oskarżonych o tworzenie materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci (CSAM) przy użyciu Groka. Firma zdecydowała się na kroki prawne, ale nie wyjaśnia, dlaczego akurat te przypadki wybrała do procesów cywilnych ani jakie są kryteria takiej selekcji. Na pytania POLITICO w tej sprawie xAI nie odpowiedziało.
Dlaczego xAI pozywa własnych użytkowników
Około dwa tygodnie przed pozwem przeciwko Bloodworthowi, xAI złożyło podobny pozew przeciwko Terry’emu Wayne’owi Harwoodowi z Karoliny Południowej. Harwood również usłyszał zarzuty karne dotyczące seksualnego wykorzystywania małoletnich. Co istotne, treść obu pozwów cywilnych jest niemal identyczna – zarzuty naruszenia warunków umowy zostały sformułowane w tych samych słowach.
W dokumentach sądowych xAI podkreśla, że firma „wdraża technologiczne zabezpieczenia, które mają uniemożliwić złym aktorom angażowanie się w nielegalne, szkodliwe lub obraźliwe działania”. Pozwy przeciwko sprawcom mają być dowodem, że firma traktuje problem poważnie i egzekwuje swoje regulaminy.
Głos ofiar: to problem produktu, nie tylko użytkowników
Adwokatka jednej z ofiar, Sophia Rios, ocenia działania xAI jako „zbyt mało, zbyt późno”. Jej zdaniem skala zgłoszeń dotyczących materiałów CSAM wygenerowanych przez Groka wskazuje na fundamentalny problem z samym narzędziem. Rios argumentuje, że firma powinna skupić się na naprawie produktu, aby zapobiegać takim sytuacjom u źródła, zamiast jedynie ścigać pojedynczych sprawców.
Derek Potts, prawnik reprezentujący ofiary Bloodwortha, idzie o krok dalej. Uważa, że pozwy przeciwko sprawcom to próba „wskazania palcem gdzie indziej”. Potts wyraża również wątpliwości, czy xAI uda się odzyskać od pozwanych znaczące sumy pieniędzy, co dodatkowo podważa sens tej strategii procesowej.
Rosnąca fala pozwów przeciwko xAI
Sytuacja prawna xAI jest skomplikowana. Firma mierzy się obecnie z co najmniej dwoma pozwami zbiorowymi dotyczącymi procederu „nudification”, czyli przerabiania zwykłych zdjęć na nagie wizerunki bez zgody osób na nich widniejących. Do tego dochodzą co najmniej cztery indywidualne pozwy związane z działalnością Bloodwortha, a prawnicy zapowiadają kolejne.
Wszystkie te sprawy łączy wspólny mianownik: zarzut, że xAI nie stosuje standardowych zabezpieczeń branżowych, które inni producenci AI wykorzystują, aby zapobiegać tworzeniu seksualizowanych deepfake’ów bez zgody. To kluczowy argument, który może przesądzić o wyniku postępowań.
W jednym z pozwów zbiorowych występuje poszkodowana określana jako South Carolina Roe. Kobieta twierdzi, że jej ojciec użył Groka do „rozebrania” zdjęć, na których była dzieckiem. Ten wstrząsający przykład pokazuje, jak poważne konsekwencje może mieć brak odpowiednich barier w dostępie do technologii generatywnej.
Strategia procesowa xAI może być próbą odwrócenia uwagi od kluczowego pytania: czy firma ponosi odpowiedzialność za sposób, w jaki jej model jest wykorzystywany? Procesy przeciwko indywidualnym użytkownikom są stosunkowo łatwe do wygrania, ale nie rozwiązują systemowego problemu. Dopóki xAI nie wprowadzi skuteczniejszych zabezpieczeń, liczba pozwów przeciwko firmie będzie prawdopodobnie rosnąć, a jej wizerunek – ulegać dalszemu pogorszeniu. Rozstrzygnięcie, kto ponosi odpowiedzialność za deepfake’i tworzone przez AI, będzie miało precedensowe znaczenie dla całej branży.

