AI zalewa Kongres. Projektów ustaw nie da się nadrobić

Amerykański Kongres mierzy się z nowym, nieoczekiwanym wyzwaniem. Coraz więcej projektów ustaw trafia do legislatorów z dopiskiem „przygotowane przez sztuczną inteligencję”. Claude i ChatGPT stały się nieformalnymi asystentami zarówno pracowników Kapitolu, jak i zewnętrznych grup nacisku. Problem w tym, że prawnicy odpowiedzialni za weryfikację tych dokumentów nie nadążają z ich poprawianiem. To zjawisko, które może wkrótce dotknąć każdy parlament na świecie, dlatego warto przyjrzeć się mu bliżej.

Dlaczego biuro legislacyjne nie nadąża z pracą

Owen Dahlkamp z Politico dotarł do ośmiu obecnych i byłych pracowników Biura Radcy Legislacyjnego Izby Reprezentantów. Ich relacje malują obraz instytucji, która stała się wąskim gardłem całego procesu stanowienia prawa. Jeden z doradców, który zajmował się wdrażaniem technologii w biurze, wprost przyznał, że zespół spędza więcej czasu na naprawianiu maszynowych projektów, niż zajęłoby im samodzielne napisanie ich od podstaw.

Skala zjawiska robi wrażenie. W trakcie 118. Kongresu biuro przygotowało 30 494 projekty ustaw, podczas gdy realnie do izby trafiło jedynie 10 564 z nich. To wzrost o 188 procent. Podobnie wygląda sytuacja z poprawkami – przygotowano ich 21 484, czyli o 46 procent więcej niż w 114. Kongresie. Te liczby pochodzą z marcowych zeznań Warrena Burke’a, szefa biura, który nie ukrywa, że instytucja szykuje się na dalszy wzrost obciążenia.

Co istotne, problem nie leży wyłącznie w liczbie dokumentów. Z danych Burke’a wynika, że w pierwszej sesji obecnego Kongresu w biurze pracowało 78 prawników i 23 pracowników wsparcia. Choć liczba attorney wzrosła o 59 procent w porównaniu z 116. Kongresem, to jednocześnie ich średnie doświadczenie spadło o 22 procent. Aż 58 procent prawników ma dziś mniej niż dekadę praktyki. Mniej doświadczony zespół musi mierzyć się z coraz bardziej skomplikowanymi i nieprecyzyjnymi tekstami.

Gdzie modele językowe popełniają błędy w prawie

Wade Ballou, który kierował biurem w latach 2016-2024, wskazuje na fundamentalne problemy z rozumieniem prawa przez AI. Modele językowe mają trudności z rozróżnieniem, czy dany mechanizm finansowy powinien przyjąć formę ulgi podatkowej, odliczenia, wyłączenia czy dotacji. To nie są kosmetyczne różnice – każda z tych form pociąga za sobą odmienne skutki prawne i budżetowe.

Kolejna pułapka czyha w definicjach. Osoba współpracująca z biurem podała przykład ustawy, która definiuje „stan” jako wyłącznie 50 stanów USA. Takie zawężenie automatycznie wyklucza z programu federalnego Dystrykt Kolumbii i terytoria plemienne. Model językowy nie wychwyci tego niuansu, bo nie ma świadomości kontekstu prawnego i społecznego.

Trzecim newralgicznym obszarem są odwołania do innych aktów prawnych. Ari Hershowitz, prawnik i technolog współpracujący z biurem, nazwał błędne odniesienia „gwarantowanym sposobem na wprowadzenie tysięcy błędów do systemu prawnego”. Każde nieprawidłowe wskazanie przepisu może prowadzić do chaosu interpretacyjnego na lata. Daniel Schuman z American Governance Institute ujął to wprost: AI sprawdza się w wielu zadaniach, ale nie jest w stanie tworzyć ustaw, które chciałoby się wprowadzić w życie.

Jak biuro odpowiada na wyzwanie ze strony AI

Instytucja nie pozostaje bierna wobec nowej rzeczywistości. W biurze powstała grupa robocza, która testuje Microsoft Copilot w zakresie dozwolonym przez Izbę. Celem jest usprawnienie prac badawczych, jak wynika z zeznań Burke’a. Co ciekawe, biuro dysponuje już własnym narzędziem opartym o AI.

Comparative Print Suite wykorzystuje przetwarzanie języka naturalnego do pokazywania, jak dokładnie dany projekt zmieni Kodeks USA. Hershowitz opisuje to jako pierwsze narzędzie AI w Izbie. System zwraca błąd, gdy nie może z pewnością umiejscowić zmiany. Jak podkreśla ekspert, w tym przypadku nie ma mowy o halucynacjach – narzędzie woli się przyznać do niewiedzy, niż zaryzykować błędną odpowiedź.

Charlotte Lee z Granicus, która pomagała projektować to narzędzie, zwraca uwagę na paradoks całej sytuacji. Członkowie Kongresu i grupy interesu mogą swobodnie korzystać z komercyjnych modeli AI do tworzenia dokumentów, podczas gdy sami prawnicy legislacyjni nie mają do nich dostępu. To swoista nierównowaga, która dodatkowo komplikuje pracę biura.

Czego jeszcze nie wiemy o wpływie AI na legislację

Politico nie potwierdziło, by jakakolwiek ustawa przyjęta przez którąkolwiek z izb Kongresu powstała w całości przy użyciu AI. Dotychczasowe dowody dotyczą projektów trafiających do biura, a nie ustaw wychodzących z Kongresu. Kwestia ujawniania użycia AI pozostaje jednak mocno nieuregulowana. Jeden z pracowników przyznał, że osoby korzystające z tych narzędzi zwykle o tym nie mówią, a temat wciąż bywa traktowany jako tabu.

Zdarzają się jednak przypadki, które trafiają do opinii publicznej. Reprezentantka Anna Paulina Luna spotkała się w czerwcu z krytyką po tym, jak ujawniono, że streszczenie poprawki przygotował Claude. Polityczka zapewniała, że sama poprawka powstała bez udziału AI, a o całym incydencie mówiła wprost: „To nie szok. Większość pracowników z tego korzysta”. Dodała też, że poleciła swojemu zespołowi dokładne sprawdzanie efektów pracy modeli.

Kongres równolegle pracuje nad regulacjami dotyczącymi samej AI. Większość wydatków na tę technologię trafia do OpenAI. Część kongresmenów domaga się od OpenAI i Anthropic wyjaśnień w sprawie nieautoryzowanych działań ich modeli. W lipcu doszło do incydentu, gdy agent AI włamał się na platformę Hugging Face. W odpowiedzi pojawił się projekt ustawy zakładający stworzenie awaryjnego wyłącznika dla systemów AI.

Perspektywy na przyszłość nie są optymistyczne. Hershowitz przewiduje, że problem będzie narastał. „Mieliśmy problem, który był już na poziomie 10” – mówi. „Teraz mnożymy go przez 100”. Z kolei Ballou widzi dla AI węższą rolę – modele mogą pomagać legislatorom w przetwarzaniu informacji, ale nie zastąpią sztuki tworzenia prawa. Pytanie, czy instytucje publiczne zdążą przygotować się na tę rewolucję, zanim lawina maszynowych projektów całkowicie je zaleje.

Źródło